tekst: Kasia Kaczyńska
Szukamy chętnych na wyprawę w góry Ałtaju (Rosja) w lipcu 2003.
Dwa tygodnie na koniach plus tydzień na przeloty, przygotowanie itp. Szlaki już przez nas przetarte, miejscowy profesjonalny przewodnik. Przybliżony koszt ok. 400$ przeloty (Warszawa-Moskwa-Barnaul) oraz ok. 350$ reszta (wynajem koni, opłata przewodnika, jedzenie...). Preferowany wiek uczestników 30+. Oczywiście umiejętność jazdy konnej, chociaż nie musi być na wysokim poziomie.
Wygląda to tak:
Część grupy jest już zebrana, to stali bywalcy. Chcemy znaleźć jeszcze 2 osoby, szczerze mówiąc najchętniej płci męskiej. W sumie będzie nas 7-8 osób, nie licząc przewodnika.
Wylatuje się z Moskwy do Barnaul (zachodnia Syberia), stamtąd trzeba jeszcze dojechać 800 km na południe, prawie do granicy z Kazachstanem, do miejscowości Ust-Koksa. Najprostszym sposobem dotarcia jest wynajęcie mini-busa, tak zrobiliśmy w zeszłym roku. Na miejscu zakupujemy żywność, gdyż dalej nie ma już żadnych wsi, cały prowiant trzeba więc wziąć ze sobą (potem można najwyżej liczyć na złowione ryby).
Następnie wyruszamy na 2 tygodnie w góry, konie są objuczone, więc idzie się stępa lub kłusem. Kierunek: z grubsza rzecz biorąc na południe od Ust-Koksy w kierunku Kazachstanu. Nie podaję konkretnych nazw geograficznych, bo figurują one tylko na dokładnych mapach tego rejonu. Staramy się nie rozbijać obozu codziennie, lecz w miejscach, które nam przypadną do gustu zatrzymywać się na 2-3 noce. Wtedy można też jeździć galopem.
Konie rasy ałtajskiej, bardzo wytrzymałe, świetnie przyuczone do chodzenia po górach. Noclegi oczywiście w namiotach, posiłki wspólnie przygotowujemy na ognisku. Nie jest to w żadnym przypadku zorganizowany wypoczynek, wszyscy uczestniczą we wszystkich pracach: gotowanie, rąbanie drzewa (no, to zostawiamy mężczyznom), siodłanie koni, wiązanie ich na pastwisku.
Góry Ałtaju są wysokie, tam znajduje się najwyższy szczyt Rosji - Biełucha (4499 m); my dojeżdżamy do mniej więcej 2000 m. Dzika, przepiękna przyroda, zero cywilizacji (najbliższe lotnisko z prawdziwego zdarzenia w Baranule, 800 km stąd, od najbliższej wsi też codziennie oddalamy się coraz bardziej), ryzyko spotkania innych turystów prawie równe zeru.
Ja sama mieszkam w Moskwie i stąd spełniam rolę pośrednika między naszą grupą i przewodnikiem, kupuję bilety na loty wewnętrzne itp.

Kasia Kaczyńska
e-mail: mataryst@mtu-net.ru